wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 1 (twitlonger+kontynuacja)

***OD AUTORKI***
Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę, że jest Was tak dużo. :") A więc już dziś możecie przeczytać dalszą część. Trochę przystopowałam, nie ma tak bluźnierstw, po prostu nie wypada. Ale wciąż nie mam zamiaru rezygnować z okresu i flagi Japonii, of kors :D Chcieliście coś innego to będzie. Jedna dziewczyna prosiła mnie by pojawił się Louis. Pojawi się. A więc będzie Niall i Louis.
Niall jest sprzedawcą w sklepie, a Louis - dowiecie się. W każdym bądź razie nie mają nic wspólnego z postaciami z One Direction, jedynie wygląd.
Dziewczyna ma na imię Kristinie, bo kompletnie nie wiem jakie są imiona w Rumunii, więc wybaczcie.
Nie jest bogata, nie jest wcale atrakcyjną dziewczyną, ma krótkie włosy, nie jest wysoka i jest lekko grubiutka. Tak sobie wyobrażałam moją bohaterkę.
Kolejna sprawa-szablon. Na tt dziewczyna sama się zaoferowała, a więc będzie :)
Aaa i ktoś pytał o obserwowanych. Zjedźcie na sam dół, tam można się dodać do obserwowanych.
Rozdziały będą się pojawiać codziennie, ewentualnie co dwa dni.
Wstawiam tutaj ten kawałek z twitlongera oraz dalszą, nieznaną Wam część. Miłego czytania.
Liczę na komentarze, chcę poznać Waszą opinię. A i poza tym, myślałam, że tylko ja mam tak chorą głowę, a że Wy lubicie czytać takie rzeczy no to hahahahaha. SUPER XD
***
_______________________________________________________________________________
Jestem rodowitą Rumunką i przyjechałam do pracy na zmywaku do Anglii. Nie chciałam pracować dla Milkshake City, ani do Nandos, bo tam było za dużo ludzi. Wybrałam małą knajpkę na rogu, złożyłam CV, gdy nagle dostałam okres. Czułam wodospad w majtkach więc pobiegłam do toalety by tam założyć podpaskę firmy Always, takie niebieskie z różowymi kwiatkami i skrzydełkami i miały powłoczkę. Dodatkowo wyczytałam, że krew zamienia się w żel, ale szczerze mówiąc to miałam to w dupie. Lub inaczej –Na dupie.
Gdy wyszłam z toalety postanowiłam pójść do domu, mojego nowego mieszkanka, starej kamienicy.
Nie miałam balkonu, mieszkałam na parterze i pierwsze co zrobiłam to udałam się do toalety w celu zmienienia podpaski firmy Always z powłoczką miękką jak bawełna. Gdy już przykleiłam podpaskę do majtek, wstałam i podciągnęłam gacie, umyłam ręce mydłem FA. Była godzina dziewiąta więc musiałam zjeść śniadanie i oczywiście była to skromna kanapeczka z margaryną. Nie rozumiem jak można jeść na śniadanie coś takiego jak naleśniki. Może gdybym miała więcej pieniędzy.
Zjadłam i poszłam odpalić mój stary komputer, monitor z dupą z tyłu itp. Zalogowałam się na tt i napisałam, że muszę iść srać. No to poszłam do kibla i znowu powtórka z rozrywki, w między czasie tweetnęłam z telefonu:  „pozdro z kibelka <3”. Miałam króciutkie włosy, niczym Miley Cyrus, nie mogłam z nimi nic zrobić, nawet związać w niedłabego koka. 
Potem zjadłam obiad, kolację, znowu do kibla, znowu coś zjadłam i tak minął pierwszy dzień.
Rano wstałam i poszłam do kibelka zmienić podpaskę, wracam do pokoju, a na prześcieradle flaga Japonii, tak się wkurwiłam, że o mało nie wywaliłam się przez moje buty na rynku, które kupiłam u mnie w Rumunii –halówki.
Zjadłam śniadanie (chleb z margaryną) i udałam się do pracy. Dzień minął spokojnie. Poszłam znowu do kibelka zmienić podpaskę, tym razem na jakieś Belli, które kupiła mi moja mama.
Muszę przyznać, że mnie nie uwierały i spokojnie mogłam kręcić tyłeczkiem przed jakimiś koleszkami, z racji tego, że nie byłam już dziewicą mogłam bez problemowo kusić panów, a potem zaciągnąć ich do toalety. Ich mina, gdy dowiadywali się, ze mam okres-bezcenna.
*Następnego dnia*
Cieszyłam się, że mieszkam w spokojnej okolicy. Stare mieszkanko niezmiernie mi się podobało. Nie musiałam płacić wysokich rachunków.  Jak na moje średnie wykształcenie byłam zadowolona z pracy na zmywaku, a od dziecka ciągnęło mnie do Anglii. Jak tylko dowiedziałam się o wolnym stanowisku tej prestiżowej pracy nie zastanawiałam się, tylko biegiem spakowałam walizki. W Rumunii kompletnie nie potrafiłam się odnaleźć. Niby było tutaj wiele pięknych kobiet, ale ja byłam kompletnym beztalenciem. Malutka i grubiutka, miałam problemy z cerą, ciężko tam pracowałam, więc musiałam zmienić otoczenie.  Anglia była wspaniałym miejscem, ale wkurzała mnie pogoda. Nie miałam ochoty na chodzenie w moich laczkach w deszcz. Była godzina 8.09 więc powoli zaczynałam zwlekać się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Twarz masakra. „Tych sińców nie zakryję” –powiedziałam do siebie. Umyłam zęby pastą, zakupioną w Tesco. Czas na podpaskę. Usiadłam wygodnie na tronie wypuszczając mocz. Akurat znowu musiałam upierdolić piżamę. Wyzywałam w duchu cały świat. Po minutowej ciszy zaczęłam grzebać w szafce, gdzie nie było moich podpasek Always. Zdenerwowałam się, musiałam udać się do sklepu, który był kilkanaście metrów dalej od mojego domu. No cóż, urwałam dużo papieru toaletowego i położyłam na majtkach.
„ZA OJCZYZNĘ!” –radośnie krzyknęłam i wybiegłam z domu. Po drodze złapałam moją starą nokię.
Osiedlowy sklepik był niewielki, taki w sam raz. Zabrałam nową paczkę Alwaysów i podeszłam do kasy, gdzie sprzedawał jakiś blondyn, na plakietce pisało Niall.
-Dzień dobry, tylko to? –spytał
-Tak, jak widać. –odpowiedziałam
-Trudne dni?
-A co pan taki ciekawy? Nie widać?
-Znaczy, co…. Ja…. Wie Pani. Ma pani pryszcze i kupuje podpaski, wyczytałem, że jak ma się okres to wyskakują pryszcze. –odparł
-Jakiś ty mądry. Ile płacę, śpieszy mi się. –odpowiedziałam wyjmując portfel
-2 funty. Promocja.
-Do chuja z taką promocją. Chcę za jednego funta. –krzyknęłam
-Ja nie mam czasu się targować. To nie jest rynek.-rzekł i wyrwał mi portfel. Zabrał pieniądze i oddał. Gnojek.
-Tak tylko żartowałam. Dziękuję i do widzenia.. Już zmierzałam w stronę drzwi, gdy nagle usłyszałam za sobą głos: COŚ CI PRZECIEKŁO!
Odwróciłam się. To był ten typek, który nie chciał sprzedać mi podpasek za 1 funt. Wszystkie oczy w sklepie odwróciły się w moją stronę i na moje spodnie. Zakryłam się reklamówką i szybko zaczęłam biec do domu.  
Założyłam podpaskę w łazience, przeczesałam ręką włosy i po paru minutach wyszykowana
ruszyłam do pracy. Pojechałam autobusem, ponieważ nie chciało mi się biec ten kawałek drogi. Czas mijał spokojnie.
Tego dnia miałam dziurę w rajstopach. Zrobiła się, gdy ubierając się, zaczepiłam o nie paznokciem. Do szóstej po południu, kiedy wracałam z pracy, oczko zdążyło już polecieć do samego dołu. Było je widać poniżej rąbka spódnicy i zatrzymało się nad samą cholewką lewego buta. Nie pomagało ani naciąganie spódnicy, ani krzyżowanie nóg, ani zasłanianie oczka torbą. Tego nie można było ukryć w żaden sposób. W zasadzie to wszystko co zapamiętałam z tego dnia. Nie mam pojęcia co jadłam wtedy na śniadanie i jaka była pogoda. Ze zdenerwowania obgryzałam paznokcie, chwile potem przeklinając ten okropny zwyczaj. Miałam przecież nowiusieńki lakier, na którego wydałam fortunę. Dlaczego tak jest, że wszystkie ważniejsze dni naszego życia zaczynają się tak banalnie? Tak jak było w moim przypadku- czekasz na autobus numer 8 i nagle bach! – wydarza się coś, co całkowicie odmieni Twoje życie. Nie masz czasu by przygotować się do tego wydarzenia, nie masz nawet czasu zmienić swoich podartych rajstop. Ale mniejsza o to. W dniu, w którym poznałam Louisa- właściwie chłopaka, który dopiero później mi się przedstawił, jechałam autobusem z pracy do domu. Nieznajomy wsiadł na przystanku w połowie trasy. Brnął przed siebie, kierując się w stronę wolnego miejsca, które miałam przed nosem. Nie był to jakiś szczególnie romantyczny początek znajomości. Pierwsze słowa, jakie od niego usłyszałam to było ciche: ‘Przepraszam!’ bo autobus akurat ruszył, przez co chłopak się zachwiał i nadepnął mi na nogę. Kiedy znów na niego spojrzałam, sadowił się już dokładnie naprzeciwko mnie, jednocześnie zakładając słuchawki na uszy. Nie chciałam by zauważył, że mu się przyglądam, więc odwróciłam się do okna. Tam doskonale mogłam obserwować nasze odbicia. Zaczął majstrować coś przy swoim Ipodzie, więc zaczęłam zgadywać czego słucha. Nosił skórzaną kurtkę, wytarte dżinsy i T-shirt z nazwą jakiegoś rockowego zespołu, którego nazwa obiła się mi o uszy. Brązowe kosmyki włosów spadały mu na czoło, oczy przyjemnie błyszczały niebieskim odcieniem morskiej wody. Nieważne. Nie od razu zauważyłam, że się uśmiechnął ukazując rząd białych, równiusieńkich zębów. Po chwili, ku własnemu przerażeniu zauważyłam, że on uśmiecha się właśnie do mnie. Zapomniałam, że kiedy się obserwuje kogoś w lustrze, to i on może nas w nim obserwować. Zachowałam się jak dziecko, które myśli, że wystarczy zamknąć oczy by zniknąć. To, rzecz jasna, nigdy nie działa. Kiedy wyczułam, że mój limit na szukaniu czegoś bezsensownie w torbie powoli się wyczerpuje i raczej muszę przestać, bo prędzej wyglądałoby to podejrzanie, aniżeli przekonywujące. Doskonale wiedziałam, że jeśli przestanę grzebać w torbie to od razu napotkam jego palący wzrok. A jeśli odwrócę się do okna to napotkam jego wzrok odbity w szybie. Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia.
-Zgubiłaś coś? – spytał.
Och, mój Boże, i co teraz?
-Uhm, tak… telefon… chyba… - odpowiedziałam łamiącym się głosem, pełna wstydu za swoje kłamstwo, ponieważ doskonale wiedziałam, że leży obok mnie. Zawsze go tam kładę by w razie jakieś wiadomości móc szybko odebrać. Nałożyłam nogę na nogę by nieznajomy nie mógł zobaczyć mojego telefonu, który skrywał się obok uda. Miałam cholerne wrażenie, że wszystkie oczy patrzą na nas, jakbyśmy byli główną atrakcją w tym całym zakichanym autobusie. Panie Boże, chcę już być w domu i zapomnieć o tej katastrofie.
-Kurczę, wiem jak to jest. Ja też ciągle gubię, albo psuję telefon. – odparł. Miał głos z lekką chrypką, bardzo głęboki. Znowu się uśmiechnął. Co on ma do cholery jasnej z tym uśmiechem?
Musiałam siedzieć wyprostowana i zażenowana jego obecnością. Nagle autobus zatrzymał się i to akurat na moim przystanku. Musiałam przeciskać się gromadę ludzi, cudem wyskoczyłam z autobusu, gdy jakiś starszy pan wcisnął, aby drzwi się uchyliły. Następny przystanek jest 1 km dalej, a zbytnio nie widziałam nic ciekawego w przejściu dodatkowych metrów. Następnym razem postanowiłam usiąść bliżej drzwi. Tak na wszelki wypadek.
-Przepraszam!
Rozległ się jakiś głos z tyłu, dość szorstki, przez co w mojej głowie zaczęły się rysować jakieś czarne scenariusze. Czym prędzej ruszyłam przed siebie i zaczęłam biec. Może ten wariat chce mnie udusić, zakopać, prędzej poćwiartować, oh ZABIĆ? Do domu miałam kilkaset metrów, a sklepy już zamknięte, w dodatku ciemno, musiałam biec. Nie było innego wyjścia.
-Przepraszam!
Usłyszałam znowu. Już miałam zacząć piszczeć, gdy usłyszałam jakieś kroki tuż za mną.
-Stój! Mam Twój telefon!
Stanęłam. Nagle przypomniało mi się, że w pośpiechu zostawiłam telefon leżący obok uda. Moje przerażenie zamieniło się w ulgę bo doskonale zdałam sobie sprawę do kogo należał ten głos.
-Matko, jak Ty pędzisz! Myślałaś, że goni Cię szaleniec z siekierą? – powiedział szczerząc się jak opętany i wręczył i telefon.
-Nie, skąd. – odpowiedziałam, znając życie, dziwnie to zabrzmiało.
-Przez cały czas leżał na fotelu obok Ciebie. – powiedział dumny niczym Shelrock Holmes.
Brawo geniuszu. Właśnie wyszło moje kłamstwo. Poczułam, że znowu się czerwienię.
-Na szczęście zauważyłem go, jak wstałaś, więc czym prędzej pobiegłem za Tobą. Teraz czeka mnie marsz kilka kilometrów bo następny autobus jest za dwie godziny, a w tym czasie to dojdę do domu. Ale wiesz, nie żałuję. Jestem Louis, a Ty?
-Ja… nazywam się… Kristine ale wolę Kris. A więc Kris. – uśmiechnęłam się, ale zapewne mój uśmiech bardziej przypominał wtedy grymas niż uśmiech.
- A więc gdzie się tak spieszysz Kris?
-Nie Twój zasrany interes. – powiedziałam poprawiając na ramieniu pasek od torby, aby dać mu znak, że czeka mnie dalsza droga. Zrozumiał.
-OK. – odparł. Miłego wieczoru. Muszę zadzwonić po taksówkę w takim razie.
-Najwidoczniej musisz. –rzekłam i ruszyłam w stronę kamienicy. Tamten mężczyzna poszedł w przeciwnym kierunku. Całe szczęście. Zupełne przeciwieństwo mnie. Z daleka było widać, że ma pieniądze, których ja nie miałam. Każdy ciuch miał dopasowany do siebie, a ja? Nawet miałam dziurawe rajstopy. A potrzebowałam pieniędzy. Nawet bardzo. Otworzyłam ciężkie drzwi do domu. Torbę rzuciłam na krzesło. W lodówce został tylko jogurt, więc tylko to mogłam zjeść.
„Zero rozrywek tutaj, nawet telewizora” – powiedziałam do siebie. Zrobiłam pranie, a stare rajstopy musiałam zszyć. Czekałam aż skończy mi się ten okres. Nigdy nie potrafię zrozumieć dlaczego Ewa zerwała ten owoc. My kobiety musimy rodzić dzieci, gotować, sprzątać, zajmować się tymi dziećmi, wychowywać je, krwawić co miesiąc, boli nas pierwszy raz. A mężczyzna tylko musi się golić.

W portfelu zostało niewiele, a wypłata dopiero za tydzień. Jutro od rana zrobię zakupy, czas najwyższy. Nawet nie wiem, gdy z tego wszystkiego usnęłam. Miałam dość problemów. Problemów z rodziną, pracą i pieniędzmi.
_________________________________________________________________________________
No to komentujcie. Louis punk??? NIE MYLCIE Z BAD BOYEM, JESZCZE CZEGO. NIE BĘDZIE TUTAJ BADBOYA. 

21 komentarzy:

  1. powiem Ci, że nie wypadasz z formy, (nie)typowy fanfic jest zajebisty, akcja zawrotna, Louis punk to abstra, ale jakaż udana.
    (nie umiem komentować, bo kilka miesięcy temu porzuciłam bloggerstwo i teraz jestem ignorantką)
    czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. JESTEŚ GENIALNA HAHAHAHAAHAHAH<3

    OdpowiedzUsuń
  3. haha boże uwielbiam to!!! czekam na następny rozdział!!XD

    OdpowiedzUsuń
  4. HAHAHAHAHAHAHAHAHAH, BOŻE TO JEST GENIALNE :D

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahahahaha czekałam na to! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahhaa o matko! pozazdroscic tylko wyobraźni ;) czeekam na następny x

    OdpowiedzUsuń
  7. O! O! To ja pytałam i już obserwuję! Myślałam, że się zleję przy fladze Japonii xD
    To jest najzwyczajniej na świecie boskie!:D
    Pozdrawiam:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahahahhahaha, nie mogę hahahah tlenu! xd Dziewczyno to jest najlepszy ff jaki kiedykolwiek czytałam ahhahahahahahhahahahahahah

    OdpowiedzUsuń
  10. świetne! Nie moge się doczekać nastepnego rozdziału. Dawno nie smiałam się tak długo i tak głośno do monitora :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahaha to jest wręcz genialne. Nie mogę się doczekać następnego..Świetnie to wszystko wymyśliłaś haha ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. BOŻE HAHAHAHA SIKAM JAK ZA PIERWSZYM RAZEM XD SUPER JESTEŚ ŻYCZE WENY :3 xx

    OdpowiedzUsuń
  13. hahahahahah już chcę następny rozdział dojebane to jest hahah <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Hahahaha, chcę więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  15. ta scena w kiosku najlepsza hahaha XD

    OdpowiedzUsuń
  16. aahahhaha. mega xd czytam kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  17. Siedze na urodzinach i.sie brechtam jak głupia zarąbiste xd

    OdpowiedzUsuń
  18. "prestiżowej pracy" xddd
    Kocham to <3
    @awhmyLoueh

    OdpowiedzUsuń